Jesienią w Nałęczowie
(Monodram)
(Do sanatoryjnego pokoju wchodzi zziębnięta pensjonariuszka. Zdejmuje wierzchnie okrycie, wiesza je na wieszaku, zacierając skostniałe ręce...)
Ale dzisiaj zimno... Brrr. Przesadziłam chyba z tym spacerem. Będę musiała skracać je do bardziej rozsądnego czasu. Robi się coraz chłodniej. Najwyraźniej październik zaczyna pokazywać prawdziwe oblicze. Mieszkańcy Nałęczowa mówią, że tu często na Wszystkich Świętych leży śnieg.
A teraz szybko gorąca kawa... na rozgrzewkę. Nie mogę sobie pozwolić na przeziębienie.
- Proszę uważać na siebie. Każda infekcja to dla Pani serca poważne zagrożenie – przypomina mi ciągle lekarz. Powtarzam sobie te słowa jak mantrę.
(Łyka kawę i spogląda na zegarek)
Która to godzina? O! Już 17.00. Zaraz kolacja a później...
No właśnie co później? Panie spod 17-ki od kilku dni namawiają mnie na tańce do restauracji „Monika”. Tam podobno gra wspaniały zespół i bywa dużo fajnych kuracjuszy.
- Dlaczego ty tak stronisz od ludzi - pytają z przekąsem moje sanatoryjne koleżanki. Nie potrafią zrozumieć, że przyjechałam do sanatorium po zdrowie, a nie po „wrażenia”. Nie interesują mnie, jak wielu innych, tego typu rozrywki i przygodne znajomości. Wstyd mi za kobiety, kiedy słyszę w korytarzach zawołania typu: turnus mija a ja niczyja...
Wierzyć się nie chce!
Na stołówce zresztą widać to jeszcze wyraźniej. Przy stolikach siedzą same „małżeństwa”. (po chwili z ironią) Śmiechu warte. Na całym turnusie nie ma przecież ani jednego prawdziwego małżeństwa.
(Przechadza się po pokoju, staje przed lustrem, poprawia włosy)
Kiedy przygotowywałam się do sanatorium znajomi mówili, że będę rozrywana przez kuracjuszy, że się wprost nie opędzę. Śmiałam się z tego, nie wierzyłam im. A tu...
Nie można przejść korytarzem, by ze strony panów – często bardzo nobliwych - nie padały propozycje. (z prześmiewczą ironią) A to wypicia wspólnej kawy, a to spaceru we dwoje, czy wypadu na dancing.
Początkowo mnie to irytowało, ale teraz, po tygodniu, raczej się tym bawię. Pod warunkiem, że nie dochodzi do takich sytuacji, jak wczorajszej nocy.
(Z emocją w głosie)
Było grubo po 22-giej, kiedy jakiś amant próbował mnie „odwiedzić”.
Pukał do drzwi, prosząc o ich uchylenie, pod pretekstem niezobowiązującej pogawędki. Udawałam, że mnie nie ma.
Na szczęście po kilku minutach dał sobie spokój. Później długo nie mogłam zasnąć. Zdenerwowałam się, a serce natychmiast dało o sobie znać. Wsłuchiwałam się w jego nierówny rytm z niemałym przerażeniem.
Rano, czekając na otwarcie drzwi do jadalni, ów tajemniczy jegomość ujawnił się - rzucając ponad moją głową z przekąsem: „Niektórzy zamykają się na noc...”.
Zbyłam te słowa milczeniem, bo i cóż miałam powiedzieć.
(Po chwili)
Mnie naprawdę nie interesują sanatoryjne przygody. Chcę być sama. Wyciszyć się, przemyśleć to i owo, odnaleźć sens życia.
Temu właśnie służą spacery alejkami parku Zdrojowego, którymi niegdyś chadzał Prus, Sienkiewicz, Żeromski... Tu, w Nałęczowie, powstało wiele ich dzieł. Na samą myśl o tym - mam gęsią skórę. Któż z nas nie czytał „Popiołów”, „Dziejów Grzechu”, czy „Placówki”.
(Po chwili)
Często też wypuszczam się w głąb pobliskich lasów, przemierzając liczne wąwozy, wijące się wśród złocistych drzew. Tam jest moja kraina dumania.
A mam o czym myśleć.
(Chwila nostalgii, zastanowienia...)
Naprawdę nie wiem co mam robić... jak żyć. Stan zdrowia, nie pozostawia mi większego wyboru. Serce może mi spłatać figla w każdej chwili.
Myśl o tym paraliżuje moje poczynania.
(Po chwili zmyślenia)
W jednym momencie czuję się silna, nie dopuszczam do siebie złych myśli, snuję plany... a chwilę później dopadają mnie wątpliwości... Czy warto jeszcze coś zaczynać od nowa?
(Bierze do ręki plik fotografii, przegląda je, podejmując zdecydowane postanowienie)
Nie. Tak być nie może. Jak wrócę do domu, do pracy - będę silna! Nie pokażę nikomu swojej słabości. Nikt nie lubi smutasów. Moje problemy nikogo, tak naprawdę, nie obchodzą, a litości nie potrzebuję. Trzeba przecież jakoś żyć.
(Pod wpływem tego postanowienia i napływie optymistycznej energii)
Jutro po obiedzie wybiorę się na swoją prywatną „pielgrzymkę” do Wąwolnicy, gdzie – jak wyczytałam w przewodniku – znajduje się Sanktuarium Matki Boskiej Kębelskiej. Pójdę sama, na piechotę... Mam nadzieję, że uda mi się wrócić przed zmrokiem.
Tam u stóp Cudownej Figurki złożę wszystkie troski... Poproszę Jaśnie Panienkę o życiowe przewodnictwo.
(Spogląda na zegarek)
Już 18-nasta, czas na kolację. A co później?
Zobaczymy...
- Autor
- Publikacje
- Krople Życia
- Zatrzymane Wahadło
- Zagubieni w czasie
- Na krawędzi dnia
- Stamtąd się nie wraca
- Bramy czasu
- Bukiet chabrów
- Proza
- Monodramy
- Poezja
- Sklepik
- Galeria
- Fotografia
- Akwarelowy Lubań
- Sacrum Profanum
- Ławka
- Schody
- Tajemn.Bukowej Góry
- Grafika
- Grafika komputerowa
- Prasa
- Kontakt
- Ostatnia Publikacja

Wizyty: 61986