Zraniona niewinność
(Monodram)
(Bohaterka - kobieta w średnim wieku, ze śladami nieprzeciętnej urody, ciągle jeszcze zgrabna, modnie ubrana, przez chwilę krząta się po mieszkaniu i mówi...)
Ależ to był dzień. Jestem wykończona. Coraz trudniej udaje mi się sprostać tym wszystkim obowiązkom. Szef myśli, że my nie mamy nic innego na głowie, tylko te jego noty, rachunki i niekończące się kolumny cyfr. Tego księgowania mam czasami po dziurki w nosie...
(Wyjmuje z torby pliki dokumentów, układa je na skraju stołu, przyznając z głęboką szczerością)
Prawdę mówiąc obowiązków mi nie przybyło, a i usprawnień jest dzisiaj znacznie więcej niż dawniej. Chociażby komputery, bez których nie wyobrażam sobie normalnego życia.
Nawet swój pamiętnik, od kilku lat, wystukuję na klawiaturze.
(Podchodzi do sekretarzyka, skąd wyjmuje plik poszarzałych zeszytów)
Trzeba jednak przyznać, że te dawne sztambuchy mają swój niepowtarzalny urok. (Bierze do ręki plik zeszytów). Pisane dziewczęcą ręką, pełne nieporadnych zwrotów, czasem i błędów, ozdabiane własnoręcznymi rysunkami kwiatków... mają w sobie jakiś czar.
Ileż w nich życiowych zdarzeń, sytuacji, które miotały moimi nastoletnimi uczuciami, ile rozterek, rozczarowań, śladów łez... ale i radości, chwil pełnych szczęścia.
Choćby takich jak te... (Wertuje strony w jednym z pamiętników) z 12 maja.
„Dzisiaj, kiedy wracałam ze szkoły, spotkałam Marcina. Czekał na mnie na rogu ulicy Spółdzielczej. Zauważyłam go z daleka – będąc jeszcze na Bankowej. Na jego widok nogi zrobiły się jak z waty, a serce zaczęło bić mocniej. Tak długo się nie widzieliśmy. Na prędce wymyśliłam pretekst, aby pozbyć się Bożeny i skręciłam obok Sądu, abyśmy mogli spotkać się sami - bez przyzwoitki.
Był taki szarmancki... Wziął moją torbę z książkami i poszliśmy do baraku na ulicę Wąską, gdzie podają nasz ulubiony sok z marchwi. Siedzieliśmy przy niewielkim stoliku, sami, a on opowiadał o swoim pobycie we Wrocławiu, o badaniach, jakie musiał przejść, o tym jak bardzo tęsknił za mną.
Mogłabym go słuchać godzinami - jak głupia - wpatrzona w jego duże brązowe oczy. W pewnym momencie wziął mnie za rękę i uśmiechając się słodko zapytał - kiedy się znowu zobaczymy...”
(Podnosząc rozmarzony wzrok znad pamiętnika, wzdycha z rozrzewnieniem)
Ach... do dzisiaj pamiętam ten cudowny dreszcz. To był piękny czas.
Spotykaliśmy się – coraz częściej. Doszło do tego, że codziennie. Byliśmy młodzi, pełni wiary w siłę uczuć, które miały pokonać każdą przeszkodę. Nasza licealna miłość była naprawdę piękna i zbliżała nas do siebie coraz bardziej...
(Wertując kolejny pamiętnik, zatrzymuje się na zapisanych pod tajemniczą datą wspomnieniach)
„24 lipca.
Dzisiejsze spotkanie pozostanie na długo w mojej pamięci. Rano pojechaliśmy rowerami nad jezioro Czocha. Na „dzikiej plaży” spędziliśmy cały dzień. Było cudownie. Nagadaliśmy się za wszystkie czasy. Wracając do domów zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek w przydrożnym lesie, pełnym pachnących konwalii. Marcin zebrał bukiecik i klękając przede mną - poprosił mnie o rękę. Był taki zabawny. Kiedy się podniósł nasze twarze znalazły się blisko siebie, tak blisko, że czułam jego gorący oddech na policzkach. Przez dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy... Inaczej niż dotychczas, głęboko i tkliwie. W końcu Marcin zdecydował się. Pocałował mnie... Po raz pierwszy odkąd jesteśmy razem! To było cudowne uczucie... Zakręciło mi się od tego w głowie... Na tę chwilę czekałam od dawna.”
(Odkłada zeszyt z zapiskami i szeptem pełnym melancholii wspomina)
To był nasz pierwszy raz... Piękny i niewinny.
Kolejne dni i miesiące upływały na codziennych szkolnych obowiązkach i popołudniowych spotkaniach. Po pewnym czasie Marcin zaczął przychodzić do mnie, do domu. Rodzice akceptowali go. Zresztą on na wszystkich robił dobre wrażenie. Był taki „dobrze ułożony” – jak mawiała moja mama.
Tu w moim pokoiku na piętrze doszło do jeszcze jednego, ważnego w moim życiu wydarzenia. Pewnego wieczoru, kiedy rodzice poszli do znajomych i na parę godzin zostaliśmy sami – powiedziałam swojemu ukochanemu TAK. Tę chwilę będę pamiętać zawsze.
(Wertuje kartki kolejnego pamiętnika, zatrzymuje się na kolejnej dacie)
„15 listopada.
Nie wiem, co o tym wszystkim napisać... Dzisiaj zrobiliśmy to, o czym marzyliśmy od dawna, co odkładaliśmy na lepszy moment. Czy to był właśnie ten moment? Sądzę, że tak. Zgodziłam się, bo chciałam ofiarować Marcinowi to, co miałam najcenniejszego.
Bałam się, ale on był taki czuły i delikatny.
Teraz, kiedy jestem już sama pojawiają się wątpliwości natury moralnej...
Ale co tam. Nie żałuje tego. Zresztą moje koleżanki zrobiły to znacznie wcześniej ode mnie.
Myślałam jednak, że to będzie wspanialsze doznanie...”
(Szybkim ruchem odkłada pamiętnik)
Ufff. Taki powrót do przeszłości to dziwne uczucie. Gdybym miała podjąć taką decyzję dzisiaj, pewnie zastanowiłabym się nad tym poważniej. Ale wówczas... śmiertelnie zakochana, nie widząca świata poza ukochanym...
Zresztą następne miesiące utwierdziły mnie w przekonaniu, że nic złego się nie stało. Byliśmy z sobą bardzo szczęśliwi i każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem.
Początki złego, choć wówczas nie uświadomione, zaczęły się po maturze, kiedy Marcin złożył dokumenty na uczelni.
(Sięga raz jeszcze po odłożony przed chwilą pamiętnik)
To był wrzesień... Dokładnie 17 września.
”Kiedy wreszcie zadzwonił Marcin, kamień spadł mi z serca. Wrócił z Poznania i natychmiast podzielił się ze mną radosną nowiną. Był tak podekscytowany, że początkowo nie mogłam go zrozumieć. W końcu jednak wyrecytował dumnie, że został przyjęty na pierwszy rok swoich wymarzonych studiów...”
(Odkłada zeszyt, wstaje od stołu i spacere po pokoju)
Pamiętam, że ja też ucieszyłam się z tego faktu, nie przypuszczając w swej dziewczęcej naiwności, że to może być początek końca. Wierzyłam naiwnie, że żadna rozłąka nie jest w stanie nas rozdzielić. Przecież tak bardzo się kochaliśmy.
Pierwsze trzy miesiące rozstania znosiłam w miarę bezboleśnie.
Tęskniąc ogromnie, wypatrywałam listonosza, który regularnie, raz w tygodniu, przynosił wieści od ukochanego.
Co to była za lektura? Czytałam je po kilka razy. Chwilę później siadałam przy swoim biurku i odpisywałam – informując najdroższego o każdej minucie mojego życia, o ogromnej tęsknocie... (Chwila zamyślenia)
Mijały kolejne miesiące... a listy zaczęły przychodzić coraz rzadziej. W końcu otrzymałam ten ostatni... w którym Marcin, jak zawsze dobrze „skrojony”, przepraszał mnie za... rozstanie!
„Poznałem kogoś – wykaligrafował patetycznie - kto zawładnął moim sercem...”
Nie pamiętam już tych wszystkich usprawiedliwień... Zrozpaczona porwałam list na strzępy i spaliłam, zalewając się przy tym łzami, których gorycz czuję do dzisiaj – mimo, że od tego czasu upłynęło już tyle lat...
(Zawiesza głos a po chwili zamyślenia z wyraźnym otrzeźwieniem)
No, wystarczy tych wspomnień. Ileż można... Jestem tu i teraz. Za mną ciężki dzień w pracy i nie czas na resentymenty. Zapiszę jeszcze kilka zdań w swoim elektronicznym pamiętniku i pójdę spać.
(Siada przy klawiaturze komputera i pisze)
„21 kwietnia 2006 roku.
Życie dało mi dzisiaj nieźle w kość. Nie dość, że w pracy huk obowiązków, to na koniec dnia dopadły mnie wspomnienia. Nie pierwszy zresztą raz. Wiem! Jak stuknięta pielęgnuję w sobie tamte chwile. Dawno już powinnam wyrzucić je z pamięci. To przecież nie ma sensu...
Cóż, kiedy nie potrafię. Próbowałam przecież nieraz. Nie jestem w stanie zapomnieć tamtych dni...”
(Nerwowym gestem odsuwa klawiaturę i wyłącza komputer)
A niech to... Idę spać.
(Wstaje od komputerowego stolika i schodzi ze sceny)
- Autor
- Publikacje
- Krople Życia
- Zatrzymane Wahadło
- Zagubieni w czasie
- Na krawędzi dnia
- Stamtąd się nie wraca
- Bramy czasu
- Bukiet chabrów
- Proza
- Monodramy
- Poezja
- Sklepik
- Galeria
- Fotografia
- Akwarelowy Lubań
- Sacrum Profanum
- Ławka
- Schody
- Tajemn.Bukowej Góry
- Grafika
- Grafika komputerowa
- Prasa
- Kontakt
- Ostatnia Publikacja

Wizyty: 61986