Zagubieni w czasie
„Zagubieni w czasie”
(fragment powieści o tym samym tytule do gry w formie monodramu)
(bohater sam na scenie, ciemnej, zadymionej, tajemniczej…)
Nagła jasność, oślepiające błyski - sprawiły, że odruchowo zasłoniłam oczy. Przez chwilę nie wiedziałam, co się wokół mnie dzieje. Słyszałam jedynie przerażający huk, zgrzyt gniecionego żelastwa, odgłosy pękającego szkła. Miałam wrażenia, że cały świat wiruje wraz ze mną.
Po pewnym czasie nastała zupełna cisza i przerażająca ciemność. Nie słyszałam niczego poza swoim przyspieszonym oddechem. Serce waliło jak oszalałe. Trwałam w bezruchu zastanawiając się nad tym, co się wydarzyło? Miałam wrażenie, że znajduję się w jakiejś bliżej nieokreślonej przestrzeni. Otaczająca mnie cisza i ciemność sprawiły, że poczułam błogość i senność...
- - -
(wyraźna zmiana nastroju na bardziej radosny, zarówno scenicznego jak i gry aktorskiej)
Obudziłam się - jak co dzień - w swoim pokoju, do którego zaglądało poranne słońce. Zegar wskazywał dziewiątą dwadzieścia.
Zanim wstałam przypomniałam sobie dziwny sen. Co to było? Skąd się to wszystko wzięło w mojej głowie. Niektórzy twierdzą, że sny są odzwierciedleniem przeżyć doznawanych na jawie. Tymczasem nic takiego nie miało przecież miejsca.
Poranna toaleta zajęła mi nieco więcej czasu niż zwykle. Powodem był brak prądu. Wszystkie czynności wykonywałam w półmroku, przy otwartych drzwiach łazienki.
W pewnym momencie uświadomiłam sobie panującą wokół mnie ciszę. Przez uchylone okna nie słyszałam nawet ptasich treli, które od pewnego czasu uprzyjemniały wiosenne poranki.
Wyszłam na balkon i... rzeczywiście nie słyszałam śpiewu ptaków.
Co je tak uciszyło? - pomyślałam ze zdziwieniem.
Moje kolejne spostrzeżenie było jeszcze bardziej intrygujące, choć nie do końca rozumiałam, co mogło oznaczać. Na zewnątrz, jak okiem sięgnąć, nie zauważyłam ani jednego człowieka. Nie było również, kręcących się zwykle wokół śmietnika, bezpańskich psów.
- Co u licha? - zastanawiałam się głośno. - Dlaczego tu tak pusto?
Znikąd nie dochodziły najmniejsze dźwięki.
W pośpiechu włożyłam buty i wybiegłam na dwór. Rozejrzałam się z uwagą. Wszystko, co mnie otaczało - zaparkowane samochody, ławki, trawa, drzewa... pokrywała cienka warstwa siwego pyłu. Jak w mieszkaniu, które nie było sprzątane od dłuższego czasu.
Dziwne – pomyślałam.
Ludzi nadal nigdzie nie widziałam.
Postanowiłam pójść w kierunku sklepu z nadzieją, że może tam kogoś spotkam. Niestety, w zasięgu mojego wzroku nie było żywej duszy.
- To chyba jakiś żart, albo po prostu śnię.
Zdezorientowana wróciłam do domu. Włączyłam telewizor z nadzieją, że czegoś się dowiem. Niestety - zapomniałam, że nie ma prądu. Pobiegłam do kuchni, gdzie stało radio na baterie. Po jego uruchomieniu w głośniku dał się słyszeć jedynie szum.
Co się dzieje? – ta myśl nie opuszczała mnie ani na krok.
Wybiegłam na klatkę schodową, zapukałam do drzwi naprzeciwko i z bijącym sercem czekałam na efekt. Cisza.
Po chwili powtórzyłam pukanie, tym razem z nieco większym natężeniem. To także nie przyniosło skutku.
Odwiedziłam jeszcze kilkanaście innych mieszkań, ale bez rezultatu.
Wszystko wskazywało na to, że w bloku jestem zupełnie sama. Na myśl o tym przeszył mnie zimny dreszcz.
Chciałam, aby to był tylko sen. Podświadomie broniłam się przed myślą, że to, co mnie spotkało jest jawą.
Postanowiłam pójść do centrum miasta. Miałam nadzieję, że tam znajdę jakąś sensowną odpowiedź.
Kiedy dotarłam do rynku, byłam już praktycznie pewna, że w całym mieście jestem sama. Po drodze nie dostrzegłam najmniejszych oznak życia.
Cisza, jaka mnie otaczała, stawała się nie do zniesienia.
Moje nawoływania pozostawały bez odpowiedzi.
Usiadłam bezradna na ławce obok baszty, by zastanowić się, co robić dalej?
- Dlaczego mnie spotkało coś takiego? - pytałam nieobecnego sprawcę zaistniałej sytuacji. - Co się stało z innymi?
Nie było śladów wybuchu nuklearnego, bo tylko to przychodziło mi do głowy. Zresztą jego skutki byłyby bardziej katastroficzne.
- Nie rozumiem, nie rozumiem, nie wiem… - krzyczałam bliska rozpaczy. - Co ja mam teraz robić?
Nagle pojawiła się kolejna myśl, budząca nadzieję, że być może gdzie indziej spotkam kogoś żyjącego. Postanowiłam pojechać samochodem do pobliskiego miasteczka.
Wróciłam do domu po klucze od garażu i pół godziny później byłam już na miejscu.
Tu wszystko wyglądało podobnie. Pusto i przeraźliwie cicho. Żadnych oznak życia.
- A więc jednak. Jestem sama, choć nie wiem jak do tego doszło?
Z godziny na godzinę popadałam w stan głębokiego przygnębienia. Nie mogłam sobie poradzić z myślą, że zostałam na tym świecie zupełnie sama... i dlaczego właśnie ja?
- Autor
- Publikacje
- Krople Życia
- Zatrzymane Wahadło
- Zagubieni w czasie
- Na krawędzi dnia
- Stamtąd się nie wraca
- Bramy czasu
- Bukiet chabrów
- Proza
- Monodramy
- Poezja
- Sklepik
- Galeria
- Fotografia
- Akwarelowy Lubań
- Sacrum Profanum
- Ławka
- Schody
- Tajemn.Bukowej Góry
- Grafika
- Grafika komputerowa
- Prasa
- Kontakt
- Ostatnia Publikacja

Wizyty: 61986